|
after few years... |
po paru latach razem, sądze, że dam sie jakoś ustabiliwoać, i zacznę mysleć o wpsólnym życiu w społeczeństwie. poznawanie nowych pudzi, ba nawet nowych pokrewnych mi ludzi jest już wcale a wcale niestresujące i straciło swój urok. Tak naprawde co zmienia nasz poglad na naszych dobrych znajomych, przyjaciół kolegów? Czy to, że dowiadujecie się pewnych rzeczy, czy to, że maja swoja prywatna strone życia, która sie nie dziela z wami. Czy to jest w stanie zmienć to jak na nich patrzymy. może nei sa gotowi o tym powiedzieć, albo zwyczajnei to ich prywatna sprawa i w. gdy bedą gotowi podziela się z wami, lub tez wszyscy sie domyslamy i z szacunku do tej osoby nie poruszamy tematu, bo po co dobrze jest jak ejst i cieszymy się Twoim szczęściem... ||niedziela, 1 maja 2011/01:17:16||
komentarze [1]
|
|
CALMLY!, CALMLY! |
spokojnie, spokojnie! nic Ci nie jest? Nie, a Ty? Tez ok. Może wysiądziemy? nooo, trzeba zobaczyć co się stało z resztą... ||czwartek, 9 września 2010/08:59:37||
komentarze [2]
|
|
run faster than speeding bullet |
Okres poświąteczny już za nami, powoli liże rany przed przyszłą sesją. W pracy użeram się z kierownictwem i centralą, życie to bajka... :D Niczym TVP, spełniam swoją misje społeczną ^^, Byle do 10'go i wypłaty. Temat pracy i plan wybrany, teraz tylko laptop i z górki ;) ||niedziela, 27 grudnia 2009/18:35:02||
komentarze [0]
|
|
Student Survival Guide |
jw jw jw ;]
||środa, 15 lipica 2009/15:05:50||
komentarze [0]
|
|
tulip's are red, we're undeath |
Każdego dnia rozkwitamy, by wieczorem z powrotem zwinąć się do swoich pąków. Powoli klaruje się moja ścieżka osobista, jak i zawodowa. Z ta zawodową to chyba gorzej, ale cóż, nikt nigdy nie mówił będzie łatwo. Rozwój, czy zastój, to chyba tylko zależy od nas... ||niedziela, 14 czerwca 2009/00:46:50||
komentarze [1]
|
|
what you don't know |
Piszę te parę słów, biegając po domu i pakując plecak. Wyjeżdżam na weekend. Nie szybko, acz znienacka. Nie wiem kim jeszcze będę przez te paręnaście najbliższych godzin. Sztuczną mieszanką naturalności. Jestem w takiej fazie, że mogę być kimkolwiek zechcę. Jeszcze jakiś krótki czas. Potrzebuje standardowej odskoczni No. 1 a nie 1'ka to hmm albo przepompownia ścieków, albo wyjazd. No. 2 to bodajże będzie wyjazd (No. 1) i sex i alkohol. Taka kumulacja:D Ale ogólnie nie chodzi o to co będzie. Tylko z kim. I, że chwila wytchnienia od codzienności życia. ||sobota, 4 kwietnia 2009/09:48:21||
komentarze [0]
|
|
are You coming home, Love ZOOB |
dawno dawno temu... Sądziłem, że mam już wszystkie problemy za sobą, het het daleko. Niestety jednak, sprawy wytłumione i zanegowane nie mijają. A przyjaciele z czasem odchodzą. Wyjeżdżają, umierają i inne zmienne. Czy można takie osoby uznać za przyjaciół? Albo siebie samego? Nie można ograniczać cudzego życia. W końcu każdy ma tez swoje, i nie można mieć wszystkiego. Osoby dla których poświęcałem czas, żyjąc ich problemami, chyba tylko dlatego, aby nie martwić się swoimi. To wspaniałe uczucie prowadzić kogoś w trudnych chwilach życia za rękę. 'Zaszczepić' ambicję, siłę, marzenia. Rozwiązywać problemy i pomóc osobowości ewoluować dalej. Masz problem? Spoko, rozwiążemy go, masz pare opcji, przedstawia się wszystkie za i przeciw i zobaczymy co z tego wyjdzie. Wszystko będzie dobrze, masz mnie przy sobie. Nie chce abyś się spalał sam w sobie. A teraz co? Trudno znaleźć osoby przy których można się całkowicie otworzyć, jeśli to możliwe, gdy starasz się być dla nich podporą. A jednak było to możliwe, wpaść do kogoś i 'pęknąć' powiedzieć co leży na sercu i nie stracić w oczach drugiej osoby, lecz teraz zostałem sam na moim Boskim Placu Zabaw. Pozostał tylko telefon, gg i NK. Niektóre wybitne jednostki przypominają sobie mój numer tylko wtedy gdy potrzebują coś odemnie, wtedy to telefon wręcz sie urywa. A jak jakaś impreza czy zabawa, wtedy telefon milczy. To smutne i żałosne. Trzeba unikac tych patologii. To nie to samo, co myśl że wybiegasz z domu i za pare/naście minut możesz być po 2 stronie miasta, z zgrzewką piwa i pudłem pizzy. I przebywają z 2 osobą, prowadząc zwykłą rozmowę na chwile wyciszyć, przyćmić swoje leki albo i nawet rozwiać. Albo po prostu usnąć w obcym kącie i nie myśleć o niczym. To jest, przynajmniej dla mnie dość terapeutyczne. Teraz niestety sam muszę zacząć się zmagać ze swoimi problemami, nie potrafię i nie mam czasu aby znaleźć grono przyjaciół przed którymi mogę się otworzyć tak instant. Stoję w próżni i się zawieszam. Ogólnie jest źle jestem zagubiony i średnio szczęśliwy, tylko specyficznymi chwilami. Ma kto otrzeć moje łzy kapiące po policzku, przykryć kocykiem i powiedzieć śpij już Piotruś... Czy wrócisz na noc do domu? Kocham, Mama ||środa, 1 kwietnia 2009/22:53:31||
komentarze [2]
|
|
ride on shooting star |
kiedy jeszcze lecisz, jesteś szczęśliwy gdy chylisz się ku upadkowi, wracasz do szarej smutnej rzeczywistości, jaką sam sobie stworzyłeś. Co widzisz każdego dnia spoglądając w lustro co? Widzisz te nieprzespane, przekrwione oczy po kolejnej nocy rozkoszy? Skórę która jest rozluźniona, miękka i promienieje? Pomijamy malinki na szyi, zadrapania na plecach i inne siniaki. Warto było. Tylko ból i blizny przypominają nam, że żyjemy. A może tylko szarość swojej egzystencji. Nieprzespaną noc, wory pod oczyma, kawe lejącą się litrami i goniące terminy i światełko w głowie z napisem ' goniąc do perfekcji'? Niestety trzeba wiedzieć, co jest realne, co jest tylko fikcją. Przekalkulować na chłodno, c się nam bardziej opłaca. Udajemy wspaniale. Aby przekroczyć pewne granice, oszukać samych siebie używamy prostych środków. Perfumy, świece, kolacja, alkohol, zajebiste łóżko. Ale tak naprawdę jeszcze ta druga osoba. Czy w innych okolicznościach poznalibyśmy się? Czy była by to Ktoś Kogo Kocham? Nie wiem, muszę wpisać w program opcje 'ciesz się chwilą' rano wstaje słońce i jedno z nas leci do pracy a drugie na uczelnie na wykłady. A moglibyśmy wcale nie wychodzić z łóżka. Zostać w nim i pogadać tak naprawdę o tym co leży nam na sercach. Mam głośną nadzieję, że kiedyś spotkamy się NA PEWNO i to na dłużej. Choćby na zawsze. Jeśli wiedzieliście mnie przez ostatnie pół roku szczęśliwego, to wiedzcie, że taki byłem naprawdę. ||niedziela, 25 stycznia 2009/11:04:31||
komentarze [1]
|
|
another year in paradise |
every soul have price :*
||wtorek, 6 stycznia 2009/22:41:09||
komentarze [0]
|
|
rememebr last... |
Echh, zaczyna się jesień. Jestem zły, smutny, samotny i zmarznięty. W dodatku nie potrafię sobie przypomnieć kiedy byłem ostatnio szczęśliwy choć chwilę. Liczę, liczę i dojść nie mogę czy w ogóle takie takiej zajście miało miejsce. Lecz po długim zastanowieniu, myślę, że było to aż 12 września. I chce mi się z tego powodu płakać. W sumie to wyć i ryczeć. Chociaż, trzeba przyznać, że to były najlepiej spędzone i szczęśliwie godziny, które naładowały moje akumulatory, i dały trochę wiary w siebie. Tak więc z tego miejsca dziękuje Marcinowi ^^,
||piątek, 3 października 2008/20:26:00||
komentarze [0]
|
|
die vanity fair bitches |
Nie wiem kiedy moje stare ja umarło. Pewnie gdzieś po drodze podczas odchudzania. Głodowanie i agonia ok. Czego się nie robi aby przypodobać się innym, i swojej chorej wyobraźni. Ale fakt ludzie są straszni. I sam fakt, że gdy się wygląda lepiej, człowiek nagle dostaje propozycje towarzyskie wprost sypiące się z rękawa. Pierdolcie się. Sami jesteście zakompleksienie wszyscy razem niż ja sam. Ale kiedy dostrzegamy granicę? Kiedy zachowujemy się jak oni sami? NIE! Czegoś takiego nie uprawiam, nie mam znajomych ze względu a wygląd, ale na zajebisty charakter. Ale trzeba wiedzieć kiedy przestać gonić chory ideał, i chęć przypodobania się ludziom. Tak budzisz się rano i myślisz, co za szmata pobrudziła ci kołnierzyk od koszuli podkładem, robisz szybki re-check wydarzeń i okazuje się, że to twój własny podkład. Oficjalnie dosięglibyśmy dno. Mogę mieć gorszy dzień, sińce pod oczyma po całonocnej libacji albo innych zabawach. I nie powinienem się tego wstydzić. Wszak od tego jest życie. By się bawić na prawdę, a nie lansować!!! ||poniedziałek, 1 września 2008/19:05:59||
komentarze [0]
|
|
Poznań rendez-vous |
Poznań jaki jest każdy widzi. Hmm mnie się nawet bardzo spodobał. Duże miasto, ja w nim i trybem dziecka we mgle. Żar lejący się z nieba i 11,6km spaceru. Tyle chyba właśnie trzeba przejść aby poznać drugiego człowieka na wylot. Zapomnijcie o beczkach soli, które trzeba zjeść. Stawiam na świeżość. Na nowe i nieznane. Wszak zgubić się jest rzeczą ludzką. A moje stresory działają jak nigdy. Ten jednodniowy wypad do Poznania był wspaniały, oderwanie się od codziennych przyziemnych problemów, praktyk, szkół. Po prostu wspaniale. Zastanawia mnie tylko gdzie popełniłem błąd albo błędy które skreśliły mnie raz na zawsze? Mówi się trudno, hej! przecież nikt nie jest idealny. ||poniedziałek, 28 lipica 2008/21:09:24||
komentarze [1]
|
|
orchid kiss |
nobody cant resist my healing kiss ;) 6
||wtorek, 15 lipica 2008/21:45:04||
komentarze [0]
|
|
fall at city hall |
Ok o ile przeżyję, a przeżyje te praktyki, to nie wiem co się stanie z administracją, skoro już 1 dnia zniszczyłem ksero :D xo xo there no need to eat Piotruś ||poniedziałek, 7 lipica 2008/16:12:11||
komentarze [1]
|
|
La Boda |
now U may kiss the bride :D dodam jak wróce i wytrzeźwieje ||sobota, 28 czerwca 2008/13:18:00||
komentarze [0]
|
